Jak wyjaśnił nam Jacek Nowobilski, przepisy o zakazie „puszczania dymka” w miejscach publicznych obowiązywały cały czas, ale teraz ustawa została radykalnie znowelizowana. Istniał jeszcze jeden istotny problem, karać mogli jedynie policjanci i inspektorzy sanitarni, a strażnicy miejscy mogli jedynie pouczać. Dlatego potrzebne było rozporządzenie. Przepisy jednak nie są jasne w tej sprawie i nie określają szczegółowo, czym na przykład jest przystanek autobusowy i czy osoba paląca znajduje się właśnie w jego obrębie.
Bezwzględny zakaz palenia obowiązuje także w szkołach i urzędach. Jeśli ktoś będzie chciał zapalić w lokalu lub urzędzie będzie mógł to zrobić tylko w odrębnym pomieszczeniu: może to być piwnica, ale miejsce musi być odpowiednio wentylowane, przygotowane i musi zawierać specjalne oznaczenia.
Przepisy jednak nikogo nie odstraszają a w urzędach dalej palacze palą tam gdzie palili, a ze szkół nie zniknęły palarnie. Problem pozostał a wielu palaczy twierdzi, że to „martwe” przepisy.
Komentarze (2)
Tylko okradać i karać,poj....any kraj :unsure: Kiedy będzie nam się lepiej żyło?