To jest archiwalna wersja serwisu nj24.pl Tygodnika Nowiny Jeleniogórskie. Zapraszamy do nowej odsłony: NJ24.PL.

Most za most?

- Do domu możemy dojść tylko po kładce. O dojeździe nie ma mowy - mówią ludzie. Fot. ROB

– Zostaliśmy odcięci od świata – skarżą się mieszkańcy dwóch budynków przy ulicy Wrocławskiej w Jeleniej Górze. Uważają, że podczas remontu mostu w Maciejowej zniszczono im jedyny dojazd do domów. – To nie przez remont, wszystkiemu winna powódź – uważają tymczasem władze miasta i obiecują, że wkrótce przeprawa zostanie naprawiona. Czy tak będzie?

– Bez dojazdu jest około 20 rodzin – mówi Łukasz Nowak z ulicy Wrocławskiej 83a. Chodzi o mały mostek na potoku Komar. Prowadzi on do dwóch budynków wielorodzinnych. Był to jedyny dojazd do tych posesji.

 

– Zniszczenia powstały, kiedy firma na zlecenie miasta zaczęła stawiać zastępczy most na krajowej trójce – uważa Paweł Kalski, jeden z mieszkańców. – Wjechali na most dojazdowy do naszej posesji.

 

Most częściowo zawalił się, powstała w nim spora dziura. Miasto zabezpieczyło ludziom dojście do posesji drewnianą kładką. Niestety, to tylko przeprawa dla pieszych. Nie da się nią podjechać pod sam dom.

 

- Tu nie chodzi tylko o naszą wygodę, ale o to, że pojawiają się spore kłopoty – mówi Łukasz Nowak. – Pierwsza rzecz, co się stanie, gdy będzie musiało tu podjechać pogotowie, albo – odpukać – straż pożarna? Jesteśmy skazani na łaskę żywiołów.

 

– Do pracy używam samochodu-chłodni – mówi Tomasz Prokop, inny mieszkaniec. - Muszę tę chłodnię podłączać do prądu. Zwykle robiłem to pod domem, teraz nie mam takiej możliwości.

 

Jak mówi, musiał wynająć plac parkingowy z możliwością podłączenia chłodni do prądu, ale to jest w innej części miasta. - Potrzebuję więc jeszcze jednego samochodu, by rano dojechać z domu do mojej chłodni – tłumaczy.

 

Ludzie swoje auta parkują na parkingu Biedronki i na placu przed kościołem, czyli kilkadziesiąt metrów od domów. Tyle, że to nie jest bezpieczne miejsce. Wieczorami gromadzi się tam margines. Piją, niszczą.

 

– Idę rano do samochodu i widzę, że na masce mam pełno butelek, kieliszków – mówi Sebastian Kuźma. – Są nawet za wycieraczkami. Do klamek powtykane są jakieś szmaty. Widać ślady libacji. I tak zaczynamy prawie każdy dzień.

 

Miał także spuszczone powietrze w kole. - Na szczęście, tylko w jednym, miałem zapas, więc sobie poradziłem. Gdyby spuścili z dwóch, nie wyjechałbym - tłumaczy.

Podobna sytuacja przytrafiła się Łukaszowi Nowakowi. - Rozlali mi jakiś płyn na masce, spuścili powietrze w kole i ukradli dwa kołpaki – wymienia. Paweł Kalski miał równie przykry incydent. Ktoś na jego samochodzie zostawił kamienie, narysował też znak „x”. – Maska do lakierowania – pokazuje.

 

– To bzdura – mówi Witold Szafrański z firmy Jaz z Kunic, kierownik budowy mostu w Maciejowej. Odpowiada w ten sposób na zarzut, że to jego firma zniszczyła most. - Czy któryś z tych mieszkańców ma wiedzę budowlaną, techniczną, czy któryś zajrzał pod spód tego mostu? - pyta.

 

Jak mówi, woda już podczas powodzi podmyła podpory i rozluźniony został cały łuk tej konstrukcji. – My podczas montowania kładki nie potrzebowaliśmy tego mostu do niczego, dźwig stał na drodze tuż obok – mówi.

 

Mieszkańcy nie zgadzają się z taką argumentacją. – Żadne zjawiska atmosferyczne nie spowodują takich szkód – uważa Paweł Kalski. – A dziura pojawiła się zaraz po tym, jak wjechał tu ich sprzęt.

– Ten most był w fatalnym stanie technicznym już wcześniej. Nie był remontowany od wielu lat, chyba od momentu powstania, poza odnowieniem barierek i posadowieniem przy nich belki betonowej – mówi z kolei Jerzy Bigus, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jeleniej Górze. Z jego wypowiedzi wynika, że miasto nie obwinia za powstanie dziury wykonawcy przebudowy mostu na krajowej trójce. - Możliwe, że łapa dźwigu stanęła gdzieś przy nim, ale trudno to dzisiaj udowodnić. Po drugie, most został osłabiony w wyniku powodzi – mówi. – Na razie mieszkańcy mają tymczasową kładkę dla pieszych. Chcemy im pomóc, ale nie ma fizycznie możliwości zorganizowania innego dojazdu.

 

Zastępca prezydenta Hubert Papaj mówi, że miasto ma pomysł na odbudowę tego mostu. – Chcemy wystąpić do wojewody o zgodę na włączenie tego zadania do odbudowy czterech mostów w Maciejowej, które aktualnie są realizowane – mówi. – Istnieją pewne oszczędności poprzetargowe i jest możliwe, że będziemy mogli przeznaczyć niewykorzystane pieniądze z promesy wojewody na te prace. Wówczas zapłacilibyśmy jedynie 20% wartości tego remontu, bo promesa obejmuje do 80% wartości zadania.

 

Jak mówi J. Bigus, ze wstępnych wyliczeń wynika, że naprawa mostu kosztowałaby około pół miliona złotych. – Tak wynika z wstępnego projektu – mówi. - Planowane jest postawienie od nowa fundamentów a na nich stalowej konstrukcji łukowej, a następnie ułożenie na niej warstwy jezdnej. Mamy nawet dwie firmy, które zainteresowane są wykonaniem tego zadania.

 

Zgłosiły się już dwie firmy, wstępnie zainteresowane wykonaniem tego zadania. Jedna to firma Jaz, która odbudowuje most na krajowej trójce. - Jesteśmy na miejscu, byłoby nam i miastu łatwiej – przekonuje Witold Szafrański.

 

Jak mówi J. Bigus, most ma być odnowiony jeszcze w tym roku. – Zobaczymy, na ile wystarczy pieniędzy. Możliwe, że najpierw wysypiemy konstrukcję warstwą podkładową, tak, by można było przejechać, a w przyszłym roku dopiero położymy asfalt – planuje. - W każdym razie, ludzie muszą mieć możliwość dojazdu jak najszybciej – mówi.

Czy tak będzie? Czas pokaże.

Komentarze (4)

Sprzedać fontannę za milion. Odbudować most za pół miliona a za resztę pan Bigus i pan Papaj do Egiptu - DOŻYWOTNIO

ciekawe, gdyby za tym mostem mieszkał Pan Prezydent, jego zastępca czy Pan z-ca dyrektora, sytuacja i postawa miasta byłaby taka sama?

Nie odpowiednie urodzenie mówi samo za siebie!!! Świecznik ma lepiej nie tylko most by był ale też droga wypasiona.