Publiczność nie była zawiedziona, a po koncercie wiele osób było autentycznie wzruszonych i osobiście dziękowało muzykom za miłe przeżycia.
W Norwidzie zabrzmiały utwory Astora Piazzolli, tanga coverowe oraz inne kompozycje, o których nigdy byśmy nie powiedzieli, że to partie na akordeon. A jednak... Od nastrojowych, jazzujących po dynamiczne kawałki etnofolku okraszone mocnym akcentem instrumentów perkusyjnych oraz żywiołowym występem bębniarza (Krzysztof Nowakowski), którego wokalizy rozbawiły wszystkich. Świetnie w tym układzie brzmiały skrzypce (Mateusz Adamczyk) ze sporymi partiami solowymi, a całość świetnie dopełniały akordy fortepianu (Agnieszka Hasse) oraz gitary (Daniel Popiałkiewicz) i basu (Piotr Zaufal). Efektowne światła dopełniały sceniczną przestrzeń.
Nie możemy nie odnotować wyraźnego zamiłowania zespołu do polskich seriali. Może nie tyle do samych filmów, co do ich leitmotivów. I nie mówimy tu o współczesnych produkcjach tylko dziś już kultowych filmach, np. „Stawce większej niż życie”, „Janosiku”, czy "Czterech pancernych i psie”. Skąd to przekonanie? No bo muzycy z upodobaniem i w świetnych aranżacjach przypomnieli serialowe hity.
Niespodzianką koncertu był występ Marcina Jajkiewicza, który zaśpiewał utwór A. Piazzolli, czy słynny motyw z „Frantica” Romana Polańskiego, który w oryginale wykonuje Grace Jones („Libertango”). Świetnie też zabrzmiała w jego wykonaniu „Roxanne” Stinga.
Koncert uświetniła też uroczystość wręczenia M. Wyrostkowi i jego zespołowi podwójnej platynowej płyty, którą Tango Corazon Quintet zdobył za album „Magia del tango”.
Marcin dziękował ze sceny swoim bliskim za wsparcie, a mamie i teściowej zadedykował jeden z utworów. Dziękował też publiczności jeleniogórskiej, nie tylko za obecność na koncercie, ale za poparcie wyrażone sms-ami w czasie trwania programu „Mam talent”.
Wiele osób, które po koncercie ustawiło się w kolejce po płytę zespołu i autografy, przyznało muzykom, że tego wieczoru usłyszeli zupełnie inne, nowe brzmienie akordeonu. Jeden z panów, poprosił o dedykację na płycie dla synka, który... jest w drodze, ale był na koncercie i mocno kopał mamę w brzuch.
Jedna z pań, która podeszła do Marcina niemal na końcu podarowała akordeoniście różę. Marcin na początku jej nie poznał. Okazało się, że to była wychowawczyni z przedszkola, do którego chodził „nasz” Wyrostek. Pani Renata wzruszyła się, gdy wspomniała pierwszy koncert Marcina w przedszkolu:
- Tylko nos mu wystawał znad akordeonu – dodała. Opowiedziała też koleżance i kolegom Marcina z zespołu, jak to w przedszkolnych czasach przychodził po syna do przedszkola tato. - Gdy szedł na górę to się od razu pytał, czy już go lać, czy dopiero w domu – wspominała z uśmiechem była wychowawczyni.
Komentarze (2)
Oj pismaku niedouczony,
jeśli nie potrafisz -
- nie pchaj się na afisz.
A może miało być: leitmotiv ?
oj nie tylko w tej kwestii pan redaktor się pomylił. To są właśnie nasze niezawodne media.